Galeria
Inne z tego źródła
Inne o tej firmie
31 październik 2009, 00:31
Mamo, rosnę!
Dla dzieciInneKuchniaZdrowieŻywność
Kajetan, nasz syn, ma półtora roku. To już nie niemowlę, ale małe dziecko, które ma własne zdanie i upodobania. Także dotyczące jedzenia. Staramy się, raz z lepszym, raz z gorszym skutkiem, uczyć go nowych smaków, aby jadł coraz bardziej zróżnicowane posiłki. Na pewno jednak nie ma kłopotów z piciem mleka, odkąd, pół roku temu, mój mąż odkryłw hipermarkecie płynne mleko modyfikowane Mamo, rosnę! firmy Candia. Kajetan bardzo je lubi, a ja także – delikatnie waniliowy smak doskonale pasuje do mojej porannej kawy.
Dzięki Mamo, rosnę! wyjazd na wakacje z Kajtkiem był wspaniałym czasem dla całej naszej rodziny. Nie sprawdziły się czarne scenariusze, że wyjazd z takim małym dzieckiem to piramida problemów, związana głównie z przyrządzaniem posiłków. Mleko Mamo, rosnę! nie wymaga przygotowań, mieszania z wodą, bo jest gotowe do spożycia. A w takie ciepłe dni nie trzeba go nawet podgrzewać. Zwykle na codzień kupujemy kartoniki litrowe, ale na wyjazd wzięliśmy zakręcane, poręczne półlitrowe butelki, Kajtka ulubione,
a moim zdaniem – super wygodne.
Mamo, Rosnę! chwali także opiekunka Kajetana. Kiedy kupiliśmy je po raz pierwszy w głębi duszy nie byłam pewna, czy pani Jadzia (była pielęgniarka) zaakceptuje ten nowy wynalazek. A ona przeczytała skrupulatnie opis na opakowaniu i powiedziała tylko: - Idealny skład. Pozytywna opinia pediatrów Centrum Zdrowia Dziecka. Szkoda, że nie było dla dzieci takiego mleka, gdy wychowywałam trójkę swoich.
- Po prostu nowoczesne mleko dla współczesnej rodziny - to zdanie usłyszałam z ust naszej niani, wypowiedziane nad piaskownicą, gdzie zwykle gromadzi się grupka mam i opiekunek maluchów. Tłumaczyła zalety Mamo, rosnę! pani, która nie wierzyła, że mleko modyfikowane może być inne, niż
z proszku. Rozgorzała dyskusja nad jakością wody (“W mieście z kranu nigdy nie jest dobra, trzeba użyć źródlanej”), smakiem mleka z proszku (“Sama to bym go nigdy nie wypiła, ma dziwny zapach i żelazisty posmak”), zaufaniem do opiekunek (“Rodzice boją się, czy mieszanki, jakie podają dziecku mają odpowiednie proporcje”), w końcu – jakże by inaczej – rozmowa zeszła na koszty.
- A kogo stać na takie mleko, na pewno jest drogie! - powątpiewała rozmówczyni.
- Jak trzeba kupić wodę w butelkach i opakowanie mleka w proszku to cena w porównaniu z płynnym Mamo, rosnę! wyjdzie bardzo podobna – przekonywała nasza pani Jadzia.
- A jak pani bierze pod uwagę czas przygotowania, własną wygodę i dobro dziecka, to w ogóle, nie ma o czym mówić. Niech pani pomyśli: maluch płacze bo głodny, a pani odmierza, podgrzewa, miesza, a ręce się trzęsą ze zdenerwowania...
Wtedy nieoczekiwanie do dyskusji włączył się Kajtek. Odłożył łopatkę i wyciągnął rączki do opiekunki mówiąc: - Mamaloś! - na co ona wyjęła z torby przy wózku kolorową buteleczkę i podała mu mleko. Widząc moją zdumioną minę, powiedziała:
- Pani Olu, to pani nie wiedziała, że Kajetan mówi “Mamaloś!” na Mamo, rosnę!?
Aleksandra, mama Kajtka